Czesław Tumielewicz: oryginalne światy artysty

Czesław Tumielewicz zdobył uznanie w Gdańsku i w całej Polsce jako wybitny malarz oraz doświadczony pedagog. Swoją drogę zaczynał w czasach, gdy polscy artyści dopiero otwierali się na nowe style i odważnie wychodzili na światowe sceny. On był w samym centrum tych przemian. Wystawy w całym kraju, międzynarodowe konkursy, dziesiątki obrazów i ogrom doświadczeń – Tumielewicz zawsze brał z życia pełnymi garściami. Publiczność od lat może śledzić jego twórcze poszukiwania. Co najważniejsze, artysta nieustannie zmienia styl, dostosowując go do emocji i realiów, które go otaczają. Te etapy warto bliżej poznać na stronie gdanski.pro.

Droga artysty

Czesław Tumielewicz urodził się 20 listopada 1942 roku w Lidzie. Dzieciństwo upłynęło mu w ciągłych przeprowadzkach. Zanim dotarł do Gdańska, mieszkał m.in. na wsi pod Poznaniem, w Szamocinie, Wyrzysku i Bydgoszczy. Nuda nie miała do niego dostępu. Już wtedy chłonął krajobrazy i zapamiętywał obrazy, które po latach wracały na płótnach. Pasja do rysunku obudziła się w nim w wieku nastoletnim. Śledził twórczość znanych grafików i nie przypuszczał, że wkrótce spotka ich osobiście. Po ukończeniu szkoły w Bydgoszczy w 1961 roku przeniósł się do Gdańska i właśnie z tym miastem związał swoje życie.

Nadmorskie miasto okazało się dla niego idealnym miejscem do rozwoju. Środowisko artystyczne tętniło energią, a młodzi twórcy mogli uczyć się od uznanych nazwisk. Tumielewicz planował studia w Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, jednak ostatecznie wybrał architekturę na Politechnice Gdańskiej. Z perspektywy czasu był to strzał w dziesiątkę. Zdobył solidne podstawy, cenne wskazówki od wykładowców i kontakt z doświadczonymi artystami. W czasie studiów odkrył grafikę artystyczną – dziedzinę, która na zawsze szła u niego w parze z malarstwem. Najpierw linoryt, potem akwaforta, a następnie kolejne techniki. Choć brakowało materiałów i dobrej jakości farb, niedobory stawały się impulsem do kreatywnych rozwiązań. Oryginalność szybko stała się jego znakiem rozpoznawczym.

Kształcił się nie tylko w Gdańsku, ale również w Poznaniu. Kariera nabierała tempa. Pracował w pracowni, współtworzył projekty z innymi artystami, szukał nowych środków wyrazu. Pierwszą wystawę zorganizował w 1965 roku. Pięć lat później został członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków (ZRAP). Przed trzydziestką miał już wyrobione nazwisko, liczne konkursy na koncie i realny wpływ na rozwój grafiki artystycznej. W wieku 33 lat stanął na czele pracowni litografii i linorytu w Akademii Sztuk Pięknych – tej samej, do której jako dwudziestolatek nie udało mu się dostać.

Styl Tumielewicza

W twórczym życiu Czesława Tumielewicza zawsze istniały dwie równorzędne pasje – malarstwo i grafika. W obu dziedzinach osiągnął równie mocną pozycję. Co więcej, nieustannie eksperymentował, zaskakiwał nowymi pomysłami i zdobywał uznanie swoich wykładowców. Od samego początku nie potrafił zamknąć się w jednym nurcie. Jak sam podkreślał, jego droga składała się z wielu wyraźnie oddzielonych okresów – każdy z nich był odbiciem aktualnych emocji i etapu życia.

Po latach nauki i praktyki w pracowniach artystycznych stanął przed trudnym wyborem. Doskonale znał metody swoich mistrzów i przez pewien czas pozostawał pod ich wyraźnym wpływem. Wiedział jednak, że musi odnaleźć własny język. Zastanawiał się, czy tworzyć coś zupełnie nowego, czy podążyć za aktualnymi trendami. Wybrał drugą drogę. Jego pierwszym świadomym etapem stał się minimalizm. Geometryczna dyscyplina była mu bliska jeszcze ze studiów architektonicznych, dlatego w tej estetyce czuł się pewnie. Z czasem jednak przyszła zmiana.

Przełom nastąpił w chwili osobistej refleksji – podczas odwiedzin na grobie babci. Spokój natury i fala wspomnień skierowały go ku realizmowi magicznemu. W tym okresie ogromną rolę odegrały podróże i uważna obserwacja krajobrazu. Choć jego prace przyciągały uwagę, a on sam regularnie brał udział w konkursach, pozostawał wobec siebie krytyczny. Uznał, że brakuje mu odwagi w operowaniu kolorem. Sięgnął więc po teorię barw Goethego. Od tej chwili jego obrazy nabrały intensywności – kolory zaczęły układać się w przemyślane sekwencje tonów i nasycenia. Z czasem doszedł do wniosku, że sztuka nie może być jedynie podporządkowana regułom. Równie ważne są swoboda i twórcza niezależność. To przekonanie umocniła podróż do Stanów Zjednoczonych, gdzie otrzymał nagrodę Fundacji Kościuszkowskiej. Kontakt z amerykańską otwartością pozwolił mu przełamać wewnętrzne bariery i odważniej budować autorskie narracje.

W późniejszych latach zmieniały się już przede wszystkim tematy. Gdy sytuacja polityczna w kraju budziła w nim niepokój, odbijało się to w oszczędnej kolorystyce i bardziej surowych kompozycjach. Był to intensywny, emocjonalny etap, z którego musiał świadomie wyjść. Nową energię przyniosła miłość – to ona wprowadziła do jego prac wyraźny wątek erotyczny. Niezmiennym źródłem inspiracji pozostaje jednak Gdańsk, który od lat powraca w jego pejzażach i którego artysta nigdy nie pomija w swojej twórczości.

Inspiracje artysty

W życiu Czesława nigdy nie brakowało inspiracji. Potrafi dostrzec piękno w najdrobniejszych szczegółach. Kluczowe pytanie brzmiało raczej: w jakiej formie opowiedzieć dany temat? Gdy znajdował właściwy język, jego twórczość natychmiast nabierała rozpędu i zamieniała się w bogatą mozaikę historii. Zapytany o talent, Tumielewicz odpowiada bez wahania: to tylko część sukcesu. Fundamentem jest praca. Codzienna, systematyczna, czasem żmudna. O zawodowym przestoju nie ma mowy. Szkicuje każdego dnia, a znajomi rzadko widują go bez sztalugi pod ręką.

Najważniejszą inspiracją – jak sam podkreśla – jest miłość. To ona porządkuje emocje i otwiera nowe kierunki. Artysta mówi o niej szeroko: jako o fascynacji człowiekiem, miejscem, ideą. Za każdym razem, gdy w jego życiu pojawiało się silne uczucie, rodziły się też nowe tematy i stylistyczne eksperymenty. Dzięki temu jego dorobek układa się dziś w czytelną opowieść o kolejnych etapach życia. Ostatni z nich wciąż trwa. Po spotkaniu przyszłej żony w jego pracach wyraźnie zaznaczył się wątek erotyczny, obecny do dziś.

Jeśli miłość pojawiała się falami, podróże były stałym elementem jego codzienności. Tumielewicz ma opinię niestrudzonego wędrowca. Czerpie inspiracje zarówno z dalekich wypraw – do Stanów Zjednoczonych, Włoch czy Ukrainy – jak i z regularnych spacerów po okolicach Gdańska. Z dumą nazywa siebie plenerystą. Maluje pejzaże, morskie przestrzenie i miejską energię. Uważnie obserwuje też relacje między ludźmi, szkicując sceny z codziennego życia. Bohaterami jego obrazów bywają mieszkańcy Gdańska, a czasem on sam. Miasto, które wybrał na swój dom, pozostaje niewyczerpanym źródłem tematów. Był okres, gdy niemal całkowicie poświęcił się motywom morza i statków. Dziś jego artystyczna panorama jest znacznie szersza – tak jak doświadczenie, które stoi za każdym kolejnym płótnem.

Życie społeczne

Czesław Tumielewicz wszedł w artystyczne życie Gdańska szybko i z rozmachem. Gdy tylko przeprowadził się do nadmorskiego miasta, wiedział, że zostanie tu na stałe. Przyciągnęło go twórcze środowisko i realne możliwości rozwoju. Swoją szansę wykorzystał bez wahania. Choć w tamtych czasach przebicie się w świecie sztuki było trudniejsze niż dziś, zaproponował autorską wizję, która spotkała się z bardzo dobrym odbiorem. Stał się stałym uczestnikiem konkursów i wystaw. Jak sam podkreślał, jeśli artysta chciał zaistnieć, musiał współpracować z muzeami i instytucjami kultury. W jego przypadku ta strategia przyniosła wymierne efekty. Zapraszały go nie tylko polskie galerie, lecz także muzea za granicą. To właśnie dzięki temu może dziś mówić o imponującej liczbie podróży. A każda z nich była okazją do prezentacji prac, na które czekała publiczność.

Jednocześnie nie przestał być obecny w Gdańsku. Regularnie angażuje się w wydarzenia kulturalne i od lat organizuje własne wystawy. W 2013 roku przeszedł na emeryturę, ale w praktyce niewiele się zmieniło. Jak przyznaje, trudno mu odmówić, gdy pojawia się propozycja nowego projektu. Większa swoboda czasowa pozwoliła mu uporządkować dorobek i spojrzeć na swoje prace z dystansu. Chętnie wraca do wcześniejszych cykli, czasem ponownie sięga po znane już rozwiązania stylistyczne. A odbiorcy mogą śledzić jego aktywność w mediach społecznościowych. Artysta nie przestaje tworzyć ani spacerować po gdańskich okolicach – i właśnie tymi momentami dzieli się z publicznością.

Historia jarmarku świątecznego w Gdańsku

Boże Narodzenie to jedno z najważniejszych świąt dla całego chrześcijańskiego świata. Niesie ze sobą radość, ciepło i rodzinny komfort. Zazwyczaj cała rodzina zbiera się,...

Historia Festiwalu „Gdańsk w Wilnie”

W latach 90. XX wieku w Polsce pojawił się nowy festiwal kulturalny, który miał brata bliźniaka na Litwie — pisze strona gdanski.pro. Chodzi o...
..