„Nasi chłopcy” w Gdańsku: wystawa, która przełamała historyczne tabu

W samym sercu historycznego Gdańska, w murach Ratusza Staromiejskiego, otwarto wystawę, która z miejsca zelektryzowała opinię publiczną i wywołała burzliwą dyskusję. Tytuł ekspozycji – „Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy” – brzmi powściągliwie, jednak kryje się za nim jedna z najbardziej bolesnych i skomplikowanych kart regionalnej historii, pisze portal gdanski.pro.

To pierwsza tak kompleksowa wystawa monograficzna, stworzona w oparciu o unikalne materiały prywatne oraz zbiory muzealne z całego Pomorza. Dokumentuje ona służbę mieszkańców regionu w niemieckim wojsku podczas II wojny światowej. Ekspozycja nie tylko przybliża realia tamtych lat, ale stawia też trudne pytania o pamięć, zapomnienie oraz moralne wybory ludzi żyjących pod okupacją.

Bohaterowie wystawy: Mieszkańcy Pomorza

Głównymi postaciami wystawy są żołnierze pochodzący z różnych zakątków Pomorza. Ich losy pokazują, jak zróżnicowane były osobiste doświadczenia służby w nazistowskich formacjach zbrojnych. Łączy ich jednak wspólna, powojenna rzeczywistość: przez całe dekady ich historie spychane były na margines oficjalnego nurtu historycznego.

Na wystawie zaprezentowano dziesiątki portretów młodych mężczyzn w szarych mundurach Wehrmachtu. Niektórzy uśmiechają się do obiektywu, inni patrzą z powagą lub smutkiem. Na pierwszy rzut oka nie różnią się od milionów innych żołnierzy tamtej epoki. Kluczowy jest jednak fakt, że są to obywatele polscy, którzy z różnych przyczyn znaleźli się po stronie okupanta.

Kontekst historyczny: Okupacja i przymusowy pobór

Po agresji Niemiec jesienią 1939 roku, Pomorze zostało bezpośrednio wcielone do III Rzeszy. Polska inteligencja, urzędnicy, duchowni i nauczyciele stali się pierwszymi ofiarami masowych egzekucji oraz deportacji do obozów koncentracyjnych.

Władze okupacyjne wprowadziły system „germanizacji”, w ramach którego znaczną część populacji wpisywano na Deutsche Volksliste (DVL). Choć lista dawała pewne przywileje i formalne obywatelstwo niemieckie, wiązała się z bezwzględnym obowiązkiem służby w Wehrmachcie.

Odmowa przyjęcia listy lub uchylanie się od poboru oznaczało surowe represje, a często śmierć całej rodziny. Tysiące Pomorzan stanęło przed dramatycznym wyborem: ubrać mundur wroga czy ryzykować życie najbliższych. Do końca wojny na listach DVL figurowało ponad 2,9 miliona osób z okupowanych terenów Polski.

Życie po wojnie: Milczenie i piętno

Po zakończeniu II wojny światowej osoby z list DVL często etykietowano jako zdrajców. Wielu poddano weryfikacji narodowościowej i procesom sądowym. Inni, by uniknąć prześladowań, niszczyli dokumenty i retuszowali rodzinne fotografie, ukrywając przeszłość przed sąsiadami, a nawet własnymi dziećmi.

Ekspozycja pokazuje zdjęcia bez cenzury, odsłaniając traumę pokoleń żyjących w poczuciu stygmatyzacji. Te fotografie to unikalne świadectwa historii, która przez lata pozostawała tematem tabu w polskich domach.

Eksponaty i bezcenne świadectwa

Wystawa gromadzi setki przedmiotów: listy z frontu, mundury, odznaczenia i osobiste pamiątki. Każdy z tych rekwizytów przywraca tożsamość konkretnemu człowiekowi, przypominając, że za statystykami poborowymi kryły się realne ludzkie dramaty, strach i nadzieja na powrót do domu.

Ostatnia sala wystawowa pełni funkcję przestrzeni interaktywnej. Odwiedzający mogą tam zostawić swoje opinie, co sprzyja refleksji nad moralnymi lekcjami płynącymi z przeszłości. Co ciekawe, większość głosów jest pozytywna – ludzie doceniają odwagę w podejmowaniu tematu, który przez dziesięciolecia był przemilczany.

Między historią a polityką: Rezonans społeczny

Otwarcie wystawy w 2025 roku natychmiast wywołało reakcję elit politycznych. Środowiska konserwatywne poddały ekspozycję ostrej krytyce. Prezydent Andrzej Duda określił ją mianem „historycznego kłamstwa” i „moralnej prowokacji”, podkreślając, że Polacy byli przede wszystkim ofiarami okupacji.

Jarosław Kaczyński, lider Prawa i Sprawiedliwości, nazwał wystawę „uderzeniem w polską rację stanu”. W dniu otwarcia przed Ratuszem pojawili się demonstranci z narodowymi flagami i transparentami oskarżającymi organizatorów o zdradę.

Organizatorzy odpierają te zarzuty, wskazując na edukacyjny i neutralny charakter wystawy. „Nie dzielimy historii na czarno-białą. Pokazujemy tragiczne losy ludzi postawionych pod ścianą w 1939 roku” – wyjaśnia Andrzej Gierszewski, rzecznik gdańskich muzealników. Wystawa ma ukazywać odcienie ludzkich wyborów w czasach ekstremalnych.

Pamięć i lekcje płynące z Gdańska

Gdańska ekspozycja nie daje łatwych odpowiedzi. Udowadnia, że historia jest wielowymiarowa, a moralna ocena czynów w czasie wojny rzadko mieści się w prostych kategoriach „bohater” czy „zdrajca”.

Historyk Ryszard Kaczmarek zauważa, że pamięć narodowa często kształtowana jest przez perspektywę Warszawy, co sprawia, że specyficzne doświadczenia regionów takich jak Pomorze bywają pomijane. Wystawa w gdańskim Ratuszu przywraca głos tym, którzy przez lata pozostawali bezimienni.

„Nasi chłopcy” to wydarzenie, które pokazuje, że przeszłości nie wolno sprowadzać do narodowych mitów. Historia Pomorzan w szarych mundurach to przestroga przed upraszczaniem dziejów i dowód na to, że prawdziwa pamięć musi być wielogłosowa.

Wystawa udowadnia, że historia to nie tylko wielka polityka, ale przede wszystkim ludzie, których wojna postawiła przed wyborami niemożliwymi do udźwignięcia. To właśnie dzięki tej bolesnej prawdzie, pokazanej w sercu Gdańska, możemy lepiej zrozumieć nie тільки naszą przeszłość, ale i współczesność.

Europa o smaku Ukrainy: Gremi Borsch Fest w Gdańsku

Europa słynie z festiwali – od tych poświęconych kulturze i muzyce, po święta jedzenia i solidarności. Istnieją jednak wydarzenia, które łączą wszystkie te elementy...

Piosenkarz i poeta Jacek Kaczmarski jako symbol “Solidarności”

Jacek Kaczmarski, polski piosenkarz i autor tekstów, kojarzony jest u wielu obywateli z pierwszym duchem “Solidarności”. To właśnie na początku lat 80. XX wieku...
..... .